sobota, 12 maja 2012

ROZDZIAŁ VII.

Zjedliśmy obiad , wyszliśmy z restauracji . Spacerowaliśmy po parku , nie obeszło się bez fanek .
- Lubisz twoje fanki , miło z waszej strony - powiedziałam z uśmiechem .
-No wiesz , fanki to część naszego życia , kochamy je , czasami jak rozmawiamy z chłopakami o fankach , mówimy o nich ' nasze dziewczyny ' , wiem że to śmieszne . - odpowiedział ze śmeichem .
-ooo , słoodkie . - odpowiedziałam ze śmiechem .
Chodziliśmy po Londynie , wtuleni w siebie , wszystko mieliśmy gdzieś , fanki , reporterów , dosłownie wszystko ! liczyło się ja i on . Spojrzałam na zegarek , dochodziła 22.
-Matko Louis , już prawie dziesiąta , rano idę do pracy , wracajmy .
-Coo ? , już 22 ? o.o , no skoro musimy , chodźmy .
Weszliśmy do auta , jechaliśmy ok. 20 minut. Stanęliśmy przed drzwiami naszych mieszkań (były obok siebie) , a Lou zarzucił pytanie . ' A może , dziś zanocuję u Ciebie , hmm ?! ' . Louis niestety , mam jutro pracę muszę się wyspać , ty też , dobranoc . Pocałowałam go , i weszłam do mieszkania . Rano obudziłam się o 8.30 . Wzięłam przyśnić  , ubrałam się w to , lekko [!] pomalowałam , uczesałam i byłam gotowa . Wyszłam jeszcze na balkon , sama w sumie nie wiem po co , stanęłam przy barierce , popatrzyłam na widok i nagle ,
-Dzień dobry piękna ! - powiedział Louis .
-Nigdy więcej tak nierób , bo zawału dostanę , dzień dobry piękny ! - powiedziałam .
-Więc mnie opuszczasz ? - powiedział ze smutną minę , ale potem się uśmiechnął.
-Niestety , ale tylko na 5 godzin - powiedziałam ze śmiechem , bo w końcu 5 godzin , to nie mało .
-Tylko 5 , tylko - odpowiedział ze śmiechem . No trudno , jakoś chyba przeżyje , o której kończysz ?
-o 15. Niespodzianka ? - zapytałam zdziwiona .
-Może , malutka , niewiem , ale przyjadę po Ciebie , dobrze ?!
-No ok  , to papa . - powiedziałam , podeszłam i pocałowałam go , cóż , odwzajemnił to tym samym.
-Podwieźć Cię ? - zapytał .
-Nie trzeba , mam metro za chwilę , paapaa - odpowiedziałam
-Paapaa , kocham Cię - odpowiedział .
-Ja Cię teżż - powiedziałam zamykając balkonowe drzwi .
Wyszłam z budynku , spojrzałam na zegarek .
-O kurdee , własnie odjechało mi metro , następne za 30 minut , zajebiście - powiedziałam sama do siebie .
Chyba Lou , będzie musiał mnie podwieźć .. Pobiegłam z powrotem do wieżowca , wjechałam windą i szybko zaczęłam pukać do mieszkania chłopców .
-A ty nie w metrze ?! - powiedział zdziwiony Louis
-No tak się składa , że przez Ciebie mi uciekło, mój kochany Louisie Wiliamie Tomlinsonie , czy byś mnie podwiózł ? - zapytałam ze śmiechem .
-No ależ oczywiście , Veroniko . - odpowiedział również ze śmiechem  
-Dziękuje , panie Tomlinsonie , ale prosze pana żeby się pan pośpieszył , bo inaczej się spóźnię , ok ?
-No dobrze , dobrze , już jedziemy .
Weszliśmy do auta , i ruszyliśmy . Po 15 minutach byliśmy pod Primarkiem , wyszłam i mu pomachałam , on również . Zaczął się kolejny dzień w pracy . Good Lucky !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz